Maryjo, módl się za nami
Maryjo, módl się za nami
 
Rozpoczął się maj. W tym miesiącu w szczególny sposób oddaje się cześć Matce Bożej. Najprostszym, ale i najpiękniejszym tego wyrazem jest modlitwa. Majowa modlitwa słowem i śpiewem. Majowa „rozmowa duszy z duszą”. Tradycyjną formą tej modlitwy jest Litania Loretańska.
 
Może być również odmawiana w każdym innym czasie i w każdym innym miejscu, przy różnych okazjach i w wielu innych okolicznościach. Może przybierać różnorodne formy, podobnie jak wiele form ma uczucie miłości do matki.

Zapraszamy na majowe spotkania z Maryją w modlitwie. By powierzyć Jej swoje troski, problemy, sprawy, których nie powierzylibyśmy nikomu. Jej możemy powierzyć wszystko, tak jak każde dziecko może zwrócić się z byle drobnostką do swojej matki.
Oddajmy Jej cześć Litanią Loretańską oraz majowymi pieśniami. Wyjdźmy Jej naprzeciw, a poprzez Nią Panu Bogu. Po to, by świat uczynić lepszym!

Wszystkim Mamom z okazji obchodzonego w maju Dnia Matki życzymy radości, pociechy z pociech, szczerych uczuć, szacunku i bliskości ze swoimi dziećmi.
Malutkimi, małymi, dorastającymi i dorosłymi!
Redakcja
 
Przeczytajcie świadectwo wiary jednej z czcicielek Matki Boskiej, również matki.
 
 
Moje spotkanie z Matką Boską
 
Jestem Jej dzieckiem
Jestem Jej dzieckiem
 
Od czterech lat sypie się jedno nieszczęście za drugim i za każdym razem muszę to odchorować. Do tej pory byłam bardzo zadowolona z mojego życia, nawet wtedy, gdy przed czternastoma laty mój syn na wychowaniu fizycznym w szkole, złamał sobie kręgosłup i lekarze powiedzieli, że będzie sparaliżowany. Byłam silna i wierzyłam, że wszystko będzie dobrze. I tak się też stało.
 
Ten rok nie zaczął się dla mnie dobrze. Zaczęłam chorować i tracić na wadze. Syn i synowa byli często u nas i pomagali mi w tych ciężkich chwilach. Ze względu na pracę zawodową musieli wyjechać z Niemiec i w obcym państwie zacząć życie od nowa. Wiedziałam, że chcą wyjechać, ale tak naprawdę, to w to nie wierzyłam. Największą pomocą była dla mnie zawsze modlitwa, jednak teraz każda modlitwa zamierała w gardle i nie potrafiłam wypowiedzieć słowa, tylko płakałam. To, czego najbardziej potrzebowałam, to, co prowadziło mnie przez życie, dodawało otuchy i nadziei, też powoli zamierało we mnie. Nie potrafiłam odmówić żadnej modlitwy. Mimo to, w tym ciężkim dla mnie czasie dużo rozmawiałam z Jezusem i Jego Matką. Chociaż w czasie rozmowy, nie otrzymywałam żadnej odpowiedzi, jednak było mi lżej, bo czułam się wysłuchana. Próbowałam modlić się przy świecy gromnicznej. Pomagało.
 
Któregoś dnia, a było to w niedzielę, musiałam pracować. Ciężko mi było, gdy pomyślałam, że właśnie rozpoczyna się Msza św. I wtedy wydarzyło się coś, czego do dziś nie potrafię zapomnieć. Wydawało mi się, że widzę w oknie Matkę Boską. Nie ruszała się, ale miałam takie uczucie, że wpatruje sie we mnie. Miała na sobie białą sukienkę, a na ramionach jasno-niebieski płaszcz. Ręce miała rozłożone, jakby chciała mi powiedzieć: „ Nie jesteś samotna, możesz zawsze do mnie przyjść, ja cię przytulę, otrę łzy.” Były to najpiękniejsze minuty mojego życia. Byłam wystraszona i zarazem bardzo szczęśliwa. Zaczęłam sobie zadawać pytania. Czy mi się to wydarzyło naprawdę? Dlaczego? Zrobiłam coś złego? Miało to być ostrzeżenie? Mam się poprawić? Zaczęłam analizować swoje życie i nic złego nie znalazłam. Jestem zwykłym człowiekiem, mam wady i zalety, jak każdy człowiek. Tych pytań było coraz więcej, a żadnej odpowiedzi. Już będąc w kościele podziękowałam Jezusowi i Matce Boskiej za to, co mi się przytrafiło. I wtedy pytania i nieotrzymane odpowiedzi rozpłynęły się we mgle, straciły na ważności.

Od tego pięknego dnia upłynęło już kilka miesięcy. Codziennie stoję przy tym oknie i chociaż Matki Boskiej tam nie ma, to wiem, że jest zawsze ze mną, w każdej czynności którą wykonuję, jest w moim sercu.

O tym przeżyciu powiedziałam tylko dwóm osobom. Ci, co mnie znają mówią, że się bardzo zmieniłam. Nie wiedzą, że mam znowu Matkę. Moja umarła przed trzema laty.
Parafianka